sobota, 25 kwietnia 2009

Mate Albatro 2006













Mate
Albatro 2006
(fot. www.matewine.com)


Pisząc o tym winie, nie sposób nie wspomnieć o właścicielu winnicy, Ferencu Mate. Urodził się w 1945 w Węgierskiej Transylwanii, w Polsce zwanej Siedmiogrodem. W 1956 w czasie powstaniawyjechał razem z matką do Kanady, a następnie przeniósł się do Stanów Zjednoczonych. W dorosłym życiu zasłynął jako jeden z najbardziej znanych pisarzy pochodzenia węgierskiego, autor wielu bestselerów, głównie poświęconych statkom i podróżom morskim, którym to poświecił większą część swojego życia. Z winami związał się, kupując zaniedbaną i zrujnowaną winnicę w Toskanii, którą, wraz ze swoją żoną, postanowił odnowić i przywrócić do dawnej świetności. Historię swoich zmagań opisał w książce "Winnica w Toskanii" (ang. The Hills of Tuscany), będącej tak naprawdę dziennikiem opisującym ile determinacji, czasu i pracy należy poświęcić tworzeniu wina...
Rozpisałem się, a miało być o winie.
W pierwszym kontakcie wszystkie wina Mate intrygują wyglądem etykiety. Zastanawiałem się czy feria barw znajdujących się na etykiecie, znajdzie jakiekolwiek odzwierciedlenie w smaku tego wina. Przeważnie podchodzę z rezerwą do wzorzystych etykiet, gdyż często, mają one na celu skłonienie do zakupu w sytuacji, gdy wino znajdujące się pod tą etykietą ma niewiele do zaoferowania. Tu jednak mój niepokój był niepotrzebny...
Albatro jest zdecydowanie młodym, ale pełnym aromatu i zmysłowym, cuvee Sangiovese i Merlota. Barwa jak na młode wino przystało, bordowo-rubinowa, bardzo esencjonalna, dzięki czemu wino w kieliszku przyciąga wzrok i cieszy swym widokiem.
W nosie wyraźnie zaznacza się dojrzała wiśnia, a towarzyszą jej czereśnia, pieprz oraz czerwona porzeczka. Kompozycja miła i radośnie łechcąca nerwy zapachowe. Zdaje się miłym wstępem do tego co objawia się po skosztowaniu tego trunku.
W pierwszym momencie podniebienie me napotkało dojrzałe wiśnie i świeże truskawki, ale tylko po to by po chwili móc smakować w dębie, "brudnych", ziemistych truskawkach, zwietrzałym pieprzu i porzeczkach. Każdy ze smaków objawiał się spokojnie i nienachalnie. Taniny zaznaczają się wyraźnie, jednakowoż są one szlachetne i dobrze zharmonizowane.
Mate Albatro jest winem młodym, mającym znaczny potencjał leżakowania, nie zmienia to jednak faktu, iż już teraz jest winem pełnym wyrazu, dobrze zbudowanym i dającym dużo radości osobie, która je pije. Ferenc Mate udowadnia tym winem, iż czas, pragnienie wiedzy, ciężka praca i pasja, to niezbędne tworzywa najwyższej jakości win...

Szczegóły:
Nazwa: Mate Albatro 2006 IGT Toscana
Producent: Mate Wines - Montalcino
Kraj, Region: Włochy, Toskania, Montalcino
Szczep: 45% Sangiovese, 45% Merlot, 10% Cabernet Sauvignon
Rodzaj: czerwone wytrawne
Beczka: tak, jednak Włosi dosyć często nie podają jak długo i tak jest w tym wypadku
Polecam do: solo, dziczyzna, ciężkie potrawy z mięsiw czerwonych wszelkiej maści
Nagrody: Wine & Spirits - 91 pkt.
Wine Spectator - 88 pkt.

Ocena: 90/100

piątek, 17 kwietnia 2009

Paskudy!

Dzisiaj będzie bez wdawania się w szczegóły, bez rozwodzneia się o bukiecie i smaku, wreszcie bez dłuższych dywagacji. Nie wiem nawet czy wina które dzisiaj opiszę zasługują na jakiekolwiek wzmianki słowne lub wizualne, ale cóż spróbuję.

1. Fasto - Primitivo del Salento 2005; czerwone wytrawne; IGT; Włochy,Apulia
Potworny nieznośny bukiet w którym dominuje przejrzały, gnijący kwiat bzu. W oddali majaczy otumaniona tym wiśnia. W smaku wiśnia i ponownie... bez. Lekka tanina. Wino chude, źle zbudowane z krótkim finiszem. Albo było zepsute.
Ocena 45/100

2. Chà
telante - Merlot 2005; vin de pays; czerwone półwytrawne; Francja; region nieznany
W nosie majaczyły owoce leśne, a bukiet kojarzy się z winami półsłodkimi z Mołdawii. Bukiet raczej prosty z lekko wyczuwalnym alkoholem. W ustach lekko słodkie, na palecie niedojrzałe winogrona i lekka malina. Finisz krótki, lekko taniczny. Właściwie wino banalne, proste i nie sprawiające wrażenia paskudnego, ale w związku z tym, iż towarzyszyło Fasto, dostało rykoszetem i znalazło się w tym poście.
Ocena 63/100

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Bajoz Crianza 1999

Bajoz Crainza 1999 (fot. vinners.pl)

Przymierzając się do tego wina pełen byłem sprzecznych odczuć. Z jednej strony nosiłem w sobie wspomnienie jego młodszego (i tańszego) brata, Bajoz Joven 2002, który okazał się być winem świetnym, rzecz jasna w swojej kategorii cenowej, oraz starszego brata, Bajoz Reserva 1998, który okazał się znowuż niegodnym swojej wysokiej i mocno selektywnej ceny.
Starając się zachować czysty umysł i spokojne serce, uciekając od generalizowania i wystawiania przedwczesnych sądów, zebrałem się w sobie i uchwyciłem w mej lewicy szyjkę butelki w której znajdowało się 750 ml Bajoz'a Crianza rocznik 1999. Prawica moja dzierżyła natomiast trybuszon (czyt. korkociąg), którego
ostrze szybko i pewnie zdjęło folię, a następnie ustępując miejsca śrubie, pozwoliło jej naruszyć strukturę korka i w efekcie doprowadzić do usunięcia tej przeszkody z szyjki butelki. Korek okazał się stuprocentowym wytworem dębu korkowego, przetworzonym minimalnie (przybrał jedynie formę cylindryczną) i delikatnie przyozdobionym nazwą producenta trunku.
Po sprawdzeniu korka, powoli i spokojnie przystąpiłem do kolejnego etapu, czyli nalania nieznacznej ilości wina do kieliszka. I w tym momencie doznałem szoku...
Bajoz natychmiast zaatakował mój nos wyraźnym, jaskrawym i przepięknym bukietem. Spróbowałem jednak opanować się i resztką sił skupiłem swoją uwagę na wyglądzie wina. Jest delikatnie mętne, jakby zabrudzone. Ze względu na wiek w barwie przebijają się mocne akcenty koloru brązowego, na krawędziach wino jest brązowo-pomarańczowe, co w wypadku mojej osoby automatycznie wzbudza ufność i skłania do rozmyślań nad
umiejętnością kompozycji win, które potrafią szlachetnie i pięknie dojrzewać w butelkach. Wygląd nie powala, ale też nie zniechęca. Mnie delikatnie intryguje, wymusza pytanie o charakter tego wina.
Po krótkiej refleksji poświęconej wdziękom wizualnym, zmuszony przez ciągle unoszący się w powietrzu piękny aromat, przystąpiłem do degustacji właściwej. Swoim zwyczajem od razu spróbowałem Bajoz'a (pozwala mi to na wypłukanie zbędnych i w tym momencie szkodliwych pozostałości innych aromatów) i zatraciłem się w jego bukiecie. Przez kilka dobrych chwil byłem zupełnie wyłączony z rzeczywistości, skupiałem się jedynie na aromatach, na ferii zapachów. W tym momencie wąchałem dojrzałe wiśnie i czernice, otulone ciepłym i dostojnym puchem waniliowym i zanurzone w kwiecistej polewie. Bajka, po prostu bajka.
Lekko oszołomiony spróbowałem Bajoz'a po raz kolejny i odkryłem, że smakuje niemal równie dobrze, jak pachnie. W
ustach uwalniają się aromaty beczki, wiśni, leśnych owoców, pojawia się niuans czekoladowy, a w oddali skrywa się słoneczny i radosny (i tu niespodzianka) ananas. W tym momencie w obliczu cudownych zapachów i smaków, które zarówno otaczały mnie, jak i wypełniały moje nozdrza i usta, przywołując cudowne i zagadkowe skojarzenia, zmuszony byłem skapitulować i uznać, iż jest to zdecydowanie "moje wino". Wydaje mi się jednak, że może być ono winem każdego, kto wykazuje choć odrobinę dobrej woli, nie boi się próbować nowych rzeczy i przede wszystkim darzy szacunkiem to co pije i nie jest mu obojętne co pije. Tak naprawdę jest to wino dla każdego.
Zapamiętam tą dumną nazwę:
Bajoz Crianza 1999.

Kilka szczegółów technicznych:
Nazwa: Bajoz Crianza 1999
Producent: Bodega Viña Bajoz

Kraj, Region: Hiszpania, Toro

Szczep: Tinta de Toro (Tempranillo)
Rodzaj
: czerwone wytrawne
Beczka: 6 miesięcy w beczkach z dębu amerykańskiego
Polecam do: lekko przyrządzone czerwone mięsa, białe mięsa, sery pleśniowe, solo
Nagrody: wiele, oj wiele
Ocena: 90/100


Winobranie w Bodega Viña Bajoz.
(fot. www.vinabajoz.com)
Beczki pełne szczęścia.
(fot. www.vinabajoz.com)

niedziela, 12 kwietnia 2009

A jutro pierwsza opowieść o winie i od razu wyśmienitym. Jego nazwa brzmi dumnie i wielka żałość ogarnia me serce na myśl o tym, iż może go zabraknąć...
Bajoz Crianza 1999

Wielkanoc

,Siedzę przed komputerem i grzebie w opcjach bloga. Dlaczego? Jak prawie każdy człowiek posiadam zmysł estetyczny, który wymusza na mnie pewne działania, niekiedy niezbyt racjonalne, ale zdecydowanie poprawiające moje samopoczucie i samoocenę.
Zastanawiam się od czego zacząć i szczerze przyznać muszę, iż nie mam pojęcia. To straszne, ale nie wiem jaką formę, kształt mają przyjąć moje wypociny oraz jaką i w jaki sposób uporządkowaną treść zawierać mają. Jak rozwiążę ten niecierpiący zwłoki problem, zamieszczę kolejny post, który, mam nadzieję, będzie wstępem do długiej i ekscytującej przygody.
A ku pokrzepieniu serc...



Jedna z najlepszych znanych mi winnic, oferująca wprost cudowny stosunek ceny do jakości.

  © Blogger templates ProBlogger Template by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP